Sea towers

Był wysoki na pewno na osiem łokci i rozsiewał ten przenikliwy zapach, właściwy wszystkim drapieżnikom puszczy. Nie upłynęła jeszcze minuta od chwili, kiedy Bob zerwał się na nogi. Kiedy Murzyn zobaczył olbrzyma w odległości czterech kroków, krzyknął: — For God’s sake! Niedźwiedź chcieć zjeść pan Bob! Na górę, szybko, szybko! Wspinał się coraz wyżej. Niestety sea towers była tak słaba, że schyliła się pod ciężarem olbrzymiego Murzyna.

Po czym rzekł: — Złośliwy drab! — Kto? — Ty! — Ach, ja??! Jak to? — Mściwy! — Wcale nie. Kiedy mi zadajesz głupie pytania, nie widzę powodu, dla którego miałbym ci dawać dowcipne odpowiedzi. — Dowcipne? O, biada! Ty i dowcip! Tyle w tobie mięsa, że nie ma miejsca na dowcip. — Oho! Czy zapomniałeś, co przeszedłem, tam, na innym lądzie? — O tak! Jedną klasę gimnazjum? Tak, wiem o tym.

— Zwierzę istotnie było zmachane, gdyż często się potykało. Nader ważne powody musiały skłaniać jeźdźca do wypędzania tchu z biednego konia. Więc albo uciekał przed pościgiem, albo bardzo się śpieszył do celu. — To ostatnie jest słuszne. — Jak to? — Jak stary jest trop? — Nie ma jeszcze dwóch godzin. — Podzielam twoje zdanie. Nie widać śladów prześladowców. Jednak jeżeli ktoś ma przewagę dwóch godzin, czy musi na śmierć zajeżdżać rumaka? Poza tym jest tu tyle rozrzuconych skał, że nietrudno wyprowadzić prześladowców na manowce zakreślając niepostrzeżenie łuk lub jadąc w koło. Pannica przyjemna niespodziewanie pisze smaczne wiatraczki.