Filmy

Obecnie Hollywood zasypuje nas co roku wieloma wysoko budżetowymi produkcjami. Często słyszymy magiczne kwoty które zostały wydane na produkcję filmu, jednak nie można zapominać o promocji. W tym artykule zajmę się filmikami promocyjnymi. Zwiastuny – o nich właśnie mowa, często zdarza się, że są „najlepszymi częściami filmów”. Czemu tak jest? Zwykle sceny akcji w połączeniu z odpowiednio dopasowaną muzyką dają porażający efekt. Zapewne dlatego wielu kinomanów nie narzeka gdy przed seansem są obdarzani nawet półgodzinną „sesją” tych właśnie reklamówek.


Choć krytycy często marszczą nosem na filmy made in India, cieszą się one dużym powodzeniem wśród płci pięknej. Niestety, na inne bollywoodzkie adaptacje Jane Austen, jak Rozważna i romantyczna, Opactwo Northanger czy Emma, chyba musimy jeszcze poczekać. Ale jest szansa, że doczekamy. Indusi kręcą tysiąc filmów rocznie, sięgnięcie po klasykę angielskiej literatury to kwestia czasu.

Instytut Filmowy w Sidney wybrał pięć najlepszych australijskich filmów z okazji pięćdziesięciolecia tamtejszego kina. Okrągła rocznica stanie się również powodem do wypuszczenia specjalnej kolekcji znaczków pocztowych.

Złota piątka według Instytutu to:

1. "Gallipoli", reż. Peter Weir
2. "Wesele Muriel", reż. P.J. Hogan
3. "Priscilla - królowa pustyni", reż. Stephan Elliott
4. "Zamek", reż. Rob Sitch
5. "Lantana", reż. Ray Lawrence Pannica przyjemna niespodziewanie pisze smaczne wiatraczki.